Wakacje od korpo

Urlop w/od korporacji

Jak powszechnie wiadomo, korpoludkom zazwyczaj ciężko wziąć urlop, szczególnie taki, który jest dłuższy niż tydzień. Dlaczego? To proste, przecież jak nas nie będzie, to świat stanie w miejscu, nie wysiedzimy odpowiednio dużo dupogodzin i cała instytucja korporacji przestanie mieć jakikolwiek sens. Przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy na 3 dni przed zaplanowanym i opłaconym urlopem, nie wiedziałem, czy przełożony mi go zaakceptuje. Innym razem, moja ukochana małżonka, musiała wrócić z urlopu tydzień wcześniej, bo korporacja nie mogła bez niej żyć. No dobrze ale co się od tego czasu zmieniło?

Na co dzień jest przecież mnóstwo pracy, tysiące spotkań – ulubiony sposób marnotrawienia czasu w korpo. Swoją drogą, ciekawe ile spotkań, które odbyliście miało sens i wróciliście z nich z poczuciem dobrze przepracowanego czasu? (o tym innym razem). Bieganie od spotkania do spotkania, od prezentacji w PP do excela, od klienta zewnętrznego, do klienta wewnętrznego, od projektu do projektu.. jak ta biedna korporacja sobie bez nas poradzi, przecież jesteśmy NIEZASTĄPIENI? W pierwszym etapie funkcjonowania w korpo, jesteśmy z siebie dumni, z tego, jak dużo znaczymy dla naszej firmy. Nasz przełożony wskazuje nas, jako przykład do naśladowania, wszak jesteśmy bardzo pracowici, na każde wezwanie i nie ma dla nas nic ważniejszego, niż praca. Wydaje nam się, że pniemy się po szczeblach kariery, że świat stoi przed nami otworem… tylko jaki świat, kiedy nie mamy na niego czasu?

W drugim etapie, mamy już mniejszy zapał ale nadal uważamy (to chyba syndrom Sztokholmski), że jak wyjedziemy, to oni po prostu nie będą wiedzieli co robić, więc zabieramy pracę do domu, na wakacje, wieczorami ślęczymy przed ekranami laptopów, w ciągu dnia smartfonów, sprawdzając każdego przychodzącego maila i odpisując na niego. Nienawidzimy jej, bo nie możemy odpocząć i kochamy, bo przecież jesteśmy tacy ważni.

Trzeci etap jest już zupełnie inny… robimy co do nas należy i spierniczamy do domu, jak najdalej od roboty J. Urlop planujemy długi i prawdę mówiąc mamy gdzieś, co będzie się działo w pracy. A co się dzieje jak nas nie ma? NIC, absolutnie NIC, nikomu nie przeszkadza, że nas nie ma, świat się nie wali, firma nie notuje strat, nie dokonuje masowych zwolnień, nie dzieje się NIC. Ile byśmy spraw nie zostawili, wypchnęli przed wyjazdem od nas, aby podczas naszego urlopu, ktoś coś zrobił, pchnął do przodu temat, to nie zadzieje się NIC. Wracasz po 2-3 tygodniach urlopu i okazuje się, że żadna z rzeczy, które zostawiłeś nie została przeprocesowana, słyszysz, jedynie: „ o to już wróciłeś?” albo „dobrze, że wróciłeś, bo z tymi tematami to nic się nie działo, może byś przypomniał temu, czy tamtemu o tej sprawie?”. Dopiero na tym etapie widać, że jesteśmy jednym z malutkich elementów układanki, która wcale się nie zawali, jeśli nas nie będzie.

Reasumując, każdy, kto boi się urlopu, z myślą, że firma sobie nie poradzi, niech swe czarne myśli schowa głęboko w… kieszeń i jedzie na długi urlop, wyłączy telefon i zacznie żyć. Zajmijcie się swoim hobby, zwiedzajcie świat lub zajmijcie się rodziną i dziećmi. Nie traćcie urlopu na sprawy zawodowe, bo to strata czasu 🙂

Pozdrawiam,

Korpotata

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s