Urlop z rodziną – czasem nie jest tak miło

Faktem jest, że chwilę mnie nie było, ponieważ pojechałem na…. urlop…. Wiele osób czeka na ów urlop, jak na zbawienie ale jest również inna grupa, która mówi, że absolutnie na urlop jechać nie chce… dziwne? Niekoniecznie. Przymierzając się do wpisu odnośnie urlopu z dziećmi, sam byłem przed urlopem, chciałem więc napisać, jakie to dziwne i jak wystarczy odrobina chęci, aby cieszyć się urlopem z rodziną, mieć czas na budowanie bliskich relacji, w końcu spędzenie czasu wspólnie, z dala od domu, pracy i obowiązków. Wydawało mi się, że można przecież podzielić ten czas na: dzień, który spędzamy z dzieciakami i wieczór, który spędzamy z naszą drugą połówką. Powiem wprost: myliłem się. Po dwóch tygodniach urlopu jestem… zmęczony i wcale nie było tak pięknie, jak mi się wydawało. Owszem spędziłem czas z rodziną, zbliżyliśmy się do siebie ale ta druga część spędzania wieczorów z żoną, nie wyszła do końca. Z czego to wynika? To wbrew pozorom dość proste… to co dla mnie jest urlopem, czyli wyrwanie się z pracy, spędzanie czasu z dziećmi, w ogóle nie jest urlopem dla mojej żony. Dlaczego? To również dość proste i oczywiste, moja żona jest na urlopie macierzyńskim, czyli ma te dzieci cały czas, ma swój rytm dnia, dzieciaki również mają swój rytm dnia i nagle trzeba się spakować, przygotować do wyjazdu, zabrać wszystko (dosłownie wszystko – coś jakby przenieść dom w inne miejsce) i pojechać 600 km, aby… odpocząć. Odpocząć od czego? Dla mnie wiadomo, od pracy, a dla niej? Hmm… przecież ona jest z dziećmi cały czas, to jak ona ma odpocząć, skoro przenosi się z jednego miejsca, gdzie wszystko zna, w inne, gdzie nie zna niczego, a i tak ma te dzieci niemalże cały czas, więc dalej są dzieciaki, od których odpocząć nie może, pojawiają się dodatkowe czynniki wybijające z rytmu dnia, a i obowiązków związanych z wyjazdem jest niemało. Co więcej, kończy się urlop i wraca do domu, gdzie znów czekają na nią dzieciaki i rytm dnia, który trzeba na nowo ułożyć i kupa dodatkowych obowiązków związanych z powrotem z urlopu. Od razu uprzedzę, żeby nie było, tak, ja również jestem zaangażowany obowiązki związane z wyjazdem i opiekę nad dziećmi ale nie o tym tu mowa. Z mojej perspektywy taki wyjazd jest ok. owszem mam sporo obowiązków związanych z wyjazdem, z dziećmi ale fakt, że coś się zmienia w moim życiu, mam w końcu więcej czasu na zabawy z dziećmi i wyjazd z żoną, możemy w końcu pobyć wszyscy razem, wynagradza mi owe obowiązki. Z perspektywy mojej żony, taki urlop jest…. Koszmarem i wcale jej się nie dziwię. Z jednej strony fakt, można by było to poukładać lepiej i może w planowaniu tkwił nasz błąd ale czy na pewno. Może powinienem wziąć urlop wcześniej i bardziej zaangażować się w pakowanie, może powinniśmy wybrać inne miejsce, bliżej domu, żeby nie jechać tam przez 8h, może powinniśmy wybrać inny hotel, gdzie priorytetem nie jest niemiecki emeryt z zasobnym portfelem, może w końcu powinienem zabierać dzieciaki na cały dzień i spędzać z nimi czas dając odpocząć żonie? Owszem ale w takiej sytuacji urlop musiałby trwać znacznie dłużej, musielibyśmy jeździć ciągle w to samo sprawdzone miejsce i gdzie byłby czas na spędzanie go wspólnie, skoro ja ganiałbym z dziećmi, żeby żona odpoczęła? Nie ganianie z dzieciakami mi nie przeszkadza ale moje ganianie całodniowe na urlopie z dzieciakami, mojej żonie trochę tak, bo przecież chciałaby również spędzić ten urlop z nami. Sytuacja zapewne zmienia się diametralnie, kiedy dzieciaki są starsze, chodzą do przedszkoli/szkół oboje pracujemy zawodowo lub mamy inne zajęcia w ciągu dnia, wtedy taki urlop, rzeczywiście obojgu nam daje oderwanie się od codzienności i spędzanie wspólnego czasu ale w sytuacji, kiedy jedno z rodziców spędza cały czas w domu z dzieciakami, taki urlop będzie dla niego jedynie udręką i dodatkowym obowiązkiem. Owszem wyjściem może być oddzielne spędzanie urlopu, ja jadę z dzieciakami sam, żona z koleżankami, później na odwrót  ale nie o to nam chodziło, bo fajnie jest spędzić ten urlop razem, rodzinnie. Pech chciał, że tym razem po urlopie dzieciaki się rozchorowały, co również nie wpłynęło dobrze na pozytywny odbiór wakacji. Za rok kolejne wakacje, ciekawe czy zdecydujemy się na nie, a jeśli tak, to czy uda nam się podejść lepiej do jego planowania i nie popełnimy tych samych błędów.  Na pewno jedno się zmieni… dzieciaki będą starsze…

Co nas nie zabije…. 🙂

Ps. teraz już wiem, że spędzanie urlopu z jednym niemowlakiem, a niemowlakiem i przedszkolakiem jednocześnie to zupełnie co innego 🙂

IMG_2292

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s