Projekt: nowe ulubione korposłówko

Nad specyfiką pracy w korporacji od lat pracują psycholodzy, ekonomiści, guru zarządzania, itd., co za tym idzie systematycznie pojawia się coś nowego, co ma usprawnić, ułatwić, zoptymalizować i zrewolucjonizować proces kopiuj/wklej. Ostatnimi czasy korpoświat oszalał na punkcie projektów, czego by się nie robiło, to projekt, począwszy od wdrożenia produktu, przeprowadzenia szkolenia, przygotowania materiałów marketingowych, kończąc na porannej kawie i porannej (słowo na K), wszystko jest projektem. Firmy nie szukają już sprzedawców, handlowców, key accountów, kierowników rozwoju biznesu, aktualnie na stanowiska sprzedażowe poszukują… kierowników projektu. Niestety w większości z owych korporacji zarządzanie projektami kończy się na samej nazwie stanowiska kierownika projektu, ponieważ i tak robi on dokładnie to samo, co robił 3, 4 i 7 lat temu i przez te kilka lat, zmieniała się jedynie nomenklatura. Ale jak powszechnie wiadomo, w korporacji wszystko musi być akuratne i na czasie, bo skoro wszyscy zarządzają projektami, to musimy i my! Nie możemy pokazać, że jesteśmy gorsi. Co ciekawsze, jak już organizacja wpadnie w pułapkę nazewnictwa, to brnie w nią za wszelką cenę, choćby nie miało to najmniejszego sensu, bo przecież to projekt, a jeśli projekt dodatkowo ma fajną nazwę, to nie można go odpuścić. Kilka tygodni temu, w celu optymalizacji procesu weryfikacji umów, rzucony został pomysł, w jaki sposób premiować tych doradców, którzy błędów przy zawieraniu umów popełniają najmniej… pomysł został nazwany i oczywiście potraktowany jako projekt, pod świetną nazwą „supersprzedawca”. Po krótkiej analizie okazało się, że proces weryfikacji umów, a właściwie jego ludzki czynnik w postaci osób, które sprawdzają umowy, same nagradzają doradców, którzy tych błędów robią mało i czasem zwyczajnie pozwalają im donieść coś później… co więcej ujmowanie czegoś, co funkcjonuje relacyjnie w sztywne sformalizowane ramy, powodowało, że konieczna zmiana dotykałaby całego procesu sprzedażowego, więc założenia wstępne pomysłu (projektu) trochę się rozjechały. Niestety pomysł został jednak sprzedany dalej i na tyle się spodobał Zarządowi, że nie można tak sobie po prostu odpuścić „projektu supersprzedawcy”, wszak to projekt i to projekt o super nazwie…

Czym się różni praca w formie projektów w mojej korpo, od tego, co robiliśmy wcześniej? Niczym… robimy dokładnie to samo, tylko aktualnie nazywamy to projektem. Żeby nie było, że nie wiem co to jest, że się nie znam i w ogóle… tak jakby, na projektach pracuję od wielu lat i również jestem wykształcony w tym zakresie. Chodzi jedynie o to, aby nazywać rzeczy po imieniu i pozostawić metkę projekt na coś naprawdę istotnego. W chwili obecnej na rynku każda jedna czynność jest częścią projektu, a każdy pracownik jest project managerem. Korporacje zaś tak mocno wierzą w zarządzanie projektowe, że od każdego pracownika, zaczynają wymagać, aby zdobywał odpowiednie kwalifikacje i koniecznie znał się na prowadzeniu projektów. W sumie niezły biznes dla firm szkoleniowych J

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s