Być korpotatą i nie zwariować..

Żona ledwie zipie… i nie sposób jej za to winić, wszak siedzenie z jednym lub czasem z dwójką, kiedy starsze chore, 24/7, nie należy do rytuałów relaksacyjnych. Od razu myślisz, trzeba jej pomóc, jakoś ją odciążyć, wrócić wcześniej z roboty, rano wyjść później, ogarnąć dom, dzieciaki itd., ograniczać wyjazdy służbowe, a najlepiej w ogóle je olać. Cóż wszak to Twoja żona i Twoje dzieciaki, więc cel nadrzędny. Z drugiej strony, jak długo moja organizacja będzie to akceptowała, jak długo będę mógł wymigiwać się z podróży służbowych, czy nie zapomni o tym przy wypłacie bonusów, niestety są uznaniowe…. Nagle pojawia się opcja wyjazdu na…. 2 tygodnie…. do centrali grupy, cóż jak się chce prowadzić projekt międzynarodowy, to się prowadzi ale czasem ruszyć cztery litery trzeba. Nie żebym nie chciał, bo chyba oczywiste, że chcę… ale to tak trochę chcę i nie chcę, a może chcę ale trochę się boję.. i nie chodzi o strach przed wyjazdem i bazowaniu na komunikacji z użyciem języków obcych w centrali, bo takich wiele już odbyłem. Chodzi tu o strach innego typu – o to, co zastanę po powrocie i czy będę miał do czego wracać ;)… w najlepszym razie dzieciaki w bidulu, a żona w psychiatryku…  Niestety nie jestem typem mojego ojca, który po powrocie z pracy o godz. 20-21 włączał telewizor, jadł obiad i tyle, po czym wychodził o 6 do pracy. Ja lubię moje dzieci, lubię spędzać z nimi czas, co więcej lubię również spędzać czas z moją żoną, co też nie jest typowe. Z pełną świadomością użyłem sformułowania lubię, zamiast kocham… można kogoś kochać ale wspólne spędzanie czasu, nie zawsze musi dawać satysfakcję. Tak, wiem, jestem dziwny. Ale czasem po prostu sam nie wiesz, co masz zrobić, w jaki sposób znaleźć złoty środek i pogodzić interesy wszystkich stron, a także, jak pogodzić wewnętrzne pragnienia. Z jednej strony pracować, rozwijać się zawodowo, angażować w projekty, z drugiej strony być wsparciem dla żony i przede wszystkim mężem, z trzeciej być ojcem, a nie portfelem dla dzieci. Owszem 99% osób powie, rodzina jest najważniejsza ale to również oznacza utrzymanie tej rodziny, co za tym idzie zaangażowanie zawodowe to nie jedynie wybór mój, ale również chęć zapewnienia przyszłości swojej rodzinie, bo nie oszukujmy się, nie samą miłością człowiek żyje i ową miłością rodziny utrzymać się nie da. Ciągle poszukuję kompromisu i staram się w tym wszystkim odnaleźć, cóż, życie to kwestia wyborów. Raz idzie mi lepiej, raz gorzej, niektóre wybory są dla mojej rodziny kompletnie niezrozumiałe, tak samo jak i część ich wyborów niekoniecznie rozumiem ja. Ważne jest, aby myśleć o tym, że owe wybory drugiej osoby nie służą jedynie egoistycznym pobudkom, ale podyktowane są dobrem ogółu. Swoją drogą, czasem egoizm nie jest taki zły… 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s