Chcesz mi zabrać sukces?

78HChcesz zabrać mi sukces?

Ojców sukcesu zazwyczaj jest wielu ale czy zawsze sukces oznacza to samo? W wielu korpo sukces jest ciężki do zdefiniowania, albo inaczej, sukcesem może być wszystko, o ile się to dobrze sprzeda. Wprowadziłem nowy proces, zaprojektowałem, przygotowałem, dałem do wdrożenia.. proces obowiązywał przez miesiąc i…. nic…. Oczywiście pomimo mojego nalegania, nikt nie chciał słyszeć o szkoleniach. Wyszła sucha mailowa komunikacja, której nie przeczytał prawie nikt, co jest typowe dla mailowej komunikacji w korpo. W końcu po miesiącu namów, udało się… cykl szkoleń wewnętrznych, podczas których wyszło, że nikt nie czytał komunikacji – norma, Ci zaś, którzy przeczytali i spróbowali, stwierdzili, że proces naprawdę fajny i prosty. Później szkolenie zewnętrzne dla sieci sprzedaży partnera i ustalanie kto jedzie prowadzić szkolenie. Mi, prawdę mówiąc, nie bardzo się chciało ale zostałem poproszony. Dzwonię do kolegi, celem ustalenia kwestii związanych ze szkoleniem i słyszę… najpierw ciszę, a później: „Słuchaj, mamy dwa tematy a osób do prezentacji trzy, czyli jednak jedziesz, bo chcesz zabrać mi temat i sukces tak?” trochę mnie zatkało, ale po chwili zacząłem się śmiać….. jaki kur…a… sukces? Jedziemy szkolić sieć, aby zaczęła sprzedawać, nie jechać lansować się i mówić jaki zajebisty nowy proces wprowadziliśmy, tylko przeszkolić ludzi. Skąd ta tendencja u korpoludków do ogłaszania sukcesów, w momencie, kiedy nie wiadomo, czy rzeczywiście to będzie sukces? Skąd usilna potrzeba zaznaczenia swojej obecności w najbardziej idiotyczny sposób? Ba, ludzie „normalni” widzą to, takim, jakie jest… kiedy dowiedzieli się, że ów ojciec ma przyjechać, to pierwszym pytaniem, jakie padło było: czy znów przyjeżdża chwalić się kolejnym sukcesem?

To, czy będzie to proces fajny, pokaże dopiero sieć, jeśli zacznie z niego korzystać i przekuje to na biznes. Skąd biorą się w korporacjach ludzie, którzy zamiast wziąć się do roboty, myślą jedynie o tym, aby pokazać się, w każdym projekcie i w odpowiednim momencie wystąpić z szeregu aby przyjąć gratulacje? Pal ich licho, jeśli by jeszcze spokojnie cicho siedzieli na dupach i nie przeszkadzali, a na koniec jedynie wypinając pierś do orderu. Niestety dodatkowo często wszystko komplikują, wietrzą spiski i doszukują się tajemniczego „ktosia”, który może o coś tam zapytać i na pewno ów „ktoś” będzie pytał o dziwne rzeczy, i na pewno również będzie miał coś przeciw temu projektowi/produktowi/procesowi. Ów tajemniczy „ktoś” jest oczywiście jedynie znany owemu lanserowi, więc musi mieszać w ustaleniach i niepotrzebnie włączać się do rozmów, na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia i zwyczajnie niewiele rozumie. Jeszcze ciekawiej jest, kiedy ów ojciec sukcesu, zna jakiś produkt i za wszelką cenę chce porównywać każdy inny produkt właśnie z tym, który zna…. Nie pomagają wtedy informacje, że stara się porównywać jabłka z gruszkami i tak się nie da, bo znów z jego rękawa wyskakuje tajemniczy „ktoś”, kto na pewno o to spyta i MUSIMY, powtarzam MUSIMY porównać owe jabłka z gruszkami, bo przecież, jak tego nie zrobimy, to „ktoś” zablokuje projekt.. Cóż każda korpo ma swoich „ojców i matki sukcesu”, życzę wszystkim jedynie takich, którzy pałają żądzą odznaczeń, ale nie starają się na siłę „pomagać”, oraz chwalą się sukcesami, które naprawdę nimi są.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s