Święta, Święta, czyli jednak może być inaczej!

Na słowo Święta, większość ludzi wizualizuje sobie zastawiony stół, choinkę, kolędy, śnieg za oknem, zapach ciasta i światło świec… ale jak przychodzi co, do czego, to… porażka.

Zasadniczo, nie mogę powiedzieć, aby przez większość mojego życia Święta kojarzyły się z czymś innym niż urlopem przed telewizorem. Kiedy byłem dzieckiem, owszem były zakrapiane imprezy rodzinne, kończące się kłótniami, awanturami, a czasem wręcz bijatykami – to takie typowo polskie. Kiedy byłem nastolatkiem, święta kończyły się na wspólnej wigilii, którą trzeba było odhaczyć, aby wrócić przed ekran telewizora lub monitora komputera, a kolejne dni spędzałem właśnie w ten sposób. W okresie, kiedy moja żona była moją dziewczyną, kursowaliśmy od jednych rodziców do drugich, było to dosyć męczące i nie wpływało zbyt pozytywnie na nasze relacje.

Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy to ja założyłem rodzinę. Całe życie tęskniłem, podobnie zresztą, jak moja małżonka za rodzinnym biesiadowaniem, z dużą ilością ludzi i Świąteczną atmosferą. Z początku był plan połączenia naszych rodzin i organizacją wspólnych Świąt. Niestety światy naszych rodzin były na tyle różne, że owa próba zakończyła się katastrofą, było tak drętwo, jakbyśmy spędzali Święta z obcymi ludźmi, którzy w dodatku mówią różnymi językami.

Kolejnym pomysłem, był wyjazd do hotelu. Raz, że uniknęliśmy konieczności spędzania Świąt z własnymi rodzinami, dwa pojechaliśmy na gotowe. Rozwiązanie to nie było najgorsze i w dalszym ciągu może stanowić ciekawą alternatywę, jednakże z marzeniami również niewiele miało wspólnego. Jedzenie dobre, ale nie to samo co domowe, wokół obcy ludzie, co gorsza z rodzinami, więc nie do końca czuliśmy się komfortowo.

W tym roku postanowiliśmy przygotować w końcu Święta po swojemu i…. udało się. Pierwszy raz w życiu Wigilia, była prawdziwą Wigilią. Postawiliśmy się rodzinie i nie zostali oni zaproszeni, w zamian zaprosiliśmy znajomych. Atmosfera była naturalna, jedzenie pyszne, a dzięki zaangażowaniu każdego z nas dom wyglądał tak, jak powinien w Święta. Owszem było to męczące, kiedy wszystko musieliśmy przygotować sami ale w końcu poczułem, że mamy rodzinne święta, które nie zakończyły się awanturą i nie pozostał po nich niesmak.

To wszystko sprawiło, że zacząłem sobie zadawać kolejne pytania: Czy rodzice zawsze powinni być częścią naszych Świąt, nawet wtedy, kiedy są czynnikiem destruktywnym? Czy rodzinna atmosfera wymaga zaproszenia rodziny? Niestety pokolenie obecnych 30 latków coraz częściej widzi, jak różni się od swoich rodziców, gdzie relacje były mocno dysfunkcyjne, ojcowie często nieobecni (praca albo telewizor i gazeta), a matki na siłę spinające dom. Święta zawsze były pewnego rodzaju tradycją ale tradycją bezsensowną, ponieważ musieliśmy spotkać się przy stole i udawać rodzinę, choć nic nas tak naprawdę nie łączyło, byliśmy dla siebie obcymi ludźmi, z którymi widzieliśmy się raz w roku i sililiśmy się na rozmowy.

Rodzice mojego pokolenia, to osobny temat, bardzo złożony i w sumie bolesny, który na pewno trafi na tapetę w pewnym momencie, lecz jeszcze nie teraz. Po tych Świętach wiem jedno, warto zrobić wszystko po swojemu, warto zaprosić tych, których traktujecie, jak rodzinę, warto nie zapraszać tych, którzy powodują jedynie stres i zgrzytanie zębów. Warto zadbać o to, aby Święta były dla Was, a nie dla innych, to My mamy czuć się dobrze i rodzinnie w czasie Świąt, i później dobrze je wspominać.

Kochanie, bardzo Ci dziękuję za naprawdę fajne Święta.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s