Halloween, czyli naprawdę straszny długi weekend

Halloween, czyli naprawdę straszny długi weekend

Zapewne każdy z korporodziców wie, ile znaczy dla nas długi weekend. No dobrze, nie dla wszystkich. Są tacy, którzy zdecydowanie wolą być w pracy, a nie w domu. Tym razem jednak, wyjątkowo, przyjrzyjmy się takim, którzy cenią sobie domowe ognisko i czas spędzony z rodziną. Idealną okazją, by spędzić chwile z bliskimi jest oczywiście długi weekend. Każdy na niego czeka, bo wie, że będzie to kilka dni bez komputera, biurka, 8 kaw i Pana Kanapki. No dobrze,  Pan Kanapka ma swoje zalety.

W tym roku ukochane święto mordoru, czyli Halloween, przypadło w poniedziałek.

Biorąc jeden dzień urlopu, właśnie w ów poniedziałek, zyskujemy aż 4 dni wolnego!

Całą rodzinę ogarnęła wielka radość, kupiono dynie, zaplanowano posiłki, długie spacery, zaległe kupno obuwia zimowego i w ogóle same przyjemności… może nawet Ikea, to było by ukoronowanie tego cudownego czasu…!

Wszystko szło swoim torem. Podniecenie ze zbliżającego się weekendu rosło, nawet ja, zaplanowałem wieczór z kolegami przy piwie, aby w końcu odświeżyć trochę kontakty poza rodzinno-zawodowe. Kiedy tak snułem sobie wieczorne plany, podczas standardowej wizyty u lekarza, młody, nagle zaczął robić się zielony, po czym wyrzucił z siebie strumień cieczy otworem gębowym. Cóż, pomyślałem, wypierając oczywistą diagnozę, czasem tak się zdarza, nie ma co panikować, pewnie zrobiło mu się gorąco, po wejściu do przychodni. Choć podświadomie, od razu wiedziałem co się dzieje, przecież nie raz to przerabialiśmy… rotawirus. Powrót do domu odbył się w niezwykle mdłej atmosferze ale się udało, nawet bez szkód w tapicerce pojazdu, co dla faceta jest niezmiernie ważne!

Oczywistym od razu był podział obowiązków, czyli kiedy nasze pociechy mają rota, śpią ze mną, wywnętrzając się trochę na mnie, trochę na łóżko, cóż normalka… Momentalnie pojawiła się kolejna wizja, skoro on już dostał, to kto będzie następny…? po czym, prawdziwie straszna myśl, oby nie dorwało nas razem, mnie i małżonki, w tym samym czasie… minął piątek, połowa soboty i… coś zaczynamy się źle czuć, ja i żona… nie, to nie może być prawda, na pewno to tylko kwestia frytek, są ciężkostrawne, więc na pewno, nie jest to, to, o czym myślimy, a czego nazwy się nie wymawia.. Powiem Wam tak, noc była trochę zabawna, a trochę straszna, jak na Halloween przystało, bo rzadko odbywamy taką walkę o łazienkę, w zakręty wchodziłem tak, że nawet Kubica byłby ze mnie dumny. Noc minęła dość szybko, ale nie ona była najstraszniejsza, najstraszniejsza była wizja dnia następnego, bo w nocy, dzieci śpią… a w dzień…. nie. Chcecie mieć naprawdę straszne Halloween, spróbujcie opiekować się dwójką dzieciaków z 38 stopniową gorączką, to jest dopiero koszmar. Ale udało się, przeżyliśmy, dzieciaki również.. ale nie był to koniec naszej przygody, ponieważ w poniedziałek, rota upomniał się o ostatnią zdrową osobę, czyli młodą… Później, to już z górki, odkażanie całego domu, tony prania, prasowania, domestosu, itd… aż przyszła środa i po 5 dniach błogiego lenistwa, można spokojnie wrócić do korpo i atakowania targetów! Na koniec pytanie, czy można sobie wymarzyć bardziej straszne Halloween? Owszem można, dobrze, że mnie i żonę, dorwało w nocy, a co by było, gdyby dorwało nas rano? 😉

Korpotata dla Głos Mordoru

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s