Za wcześnie – za późno

SplitShire-8856

Całe życie ścigam się z czasem i jakoś nigdy nie mogę trafić idealnie w czas. Przez połowę mojego istnienia, byłem zazwyczaj za wcześnie, a aktualnie często się spóźniam. Czy to przeklęte prawo każdego człowieka, czy może jedynie ja toczę z czasem nierówną bitwę? Kiedy byłem młody najpierw wydawało mi się, że na wszystko mam czas i za wcześnie na poważne sprawy, wolałem bumelować ciesząc się niesamowicie, gdy czas uciekał. Za wcześnie na naukę, za wcześnie na odpowiedni wybór studiów i realizowania swoich pasji, za wcześnie na realny, poważny świat. Kiedy jestem starszy, choć jak bym na siebie spojrzał, swoim własnym okiem sprzed lat 25, to powiedziałbym, stary, mam wrażenie, że na wszystko jest już za późno, że to już nie ma sensu. Za późno na wybór studiów, za późno na rozwijanie zainteresowań, za późno na sport. Teraz systematycznie zadaję sobie pytanie, czemu nie zrobiłem tego wcześniej. Cóż za dziwne uczucie, tak, jakby w tej chwili ktoś strzelił mnie w pysk, celem otrzeźwienia po omdleniu i jakby mnie oświeciło. Właściwie w pierwszym momencie, myślę sobie, pieprzyć takie oświecenie, które człowieka dołuje, bo uświadamia mu ile tego czasu mu uciekło. Czemu nie zrobiłem tego, czy tamtego, czemu nie pojechałem do Peru z plecakiem, czemu  nie nauczyłem się chińskiego, czemu nie studiowałem mechatroniki? Wszystko nagle jawi się takie fajne, proste i jednocześnie wydaje się takie, aktualnie, nieosiągalne.  Podobnie z dziećmi, czemu zdecydowaliśmy się na nie tak późno, czemu zrobiliśmy taką przerwę między pierwszym a drugim? Teraz znów trzeba przechodzić przez pieluchy, a można było już mieć to z głowy. Przekleństwem moim, a pewne i wielu innych ludzi jest to, że człowiek nabiera mądrości życiowej wraz z wiekiem i doświadczeniem. Za pięć kolejnych lat, znów zadam sobie te same pytania, twierdząc, że przecież 5 lat temu mogłem zrobić wszystko to, co wydawało mi się w tamtym czasie nieosiągalne.

A może właśnie nie będę, może ten jeden raz stanę twarzą w twarz z czasem i powiem mu wprost: wiesz co, stary, chyba najwyższy czas, abyśmy się spotkali w odpowiednim czasie i przestali się mijać. Chyba najwyższy czas, abyśmy spojrzeli sobie w oczy i zakończyli te gierki, zróbmy w końcu coś razem i nie mówmy więcej, że jest na coś za wcześnie, albo już raczej za późno. Na nic nie jest za wcześnie, ani za późno. Jeśli obaj będziemy czegoś naprawdę chcieli, to może nie szukajmy już więcej wymówek, że nie pora, może weźmy się w garść i po prostu to zróbmy. Będzie czasem trudno, czasem nie po drodze, czasem nie będzie nam się chciało, ale czy to ważne, czy to warto poddać się, aby później znów na siebie warczeć? Niech jedyną rzeczą, na jaką się spóźnię, będą lekcje francuskiego, ale niezrażony 15 minutami spóźnienia, i tak wejdę na zajęcia, grzecznie przeproszę, nie zważając na spojrzenia dezaprobaty ze strony nauczyciela, po czym będę chłonął każde słowo niczym ewangelię. Jedyną zaś rzeczą, na jaką będzie za wcześnie, to emerytura i starość, na to zawsze będzie jeszcze czas…

Reklamy

Wybór przedszkola

Sukces! Hurra! Dostaliśmy się do przedszkola publicznego, pomimo pełnej rodziny, braku patologii, jedynie płacąc podatki w naszym mieście… taka była nasza pierwsza reakcja lecz trwała ona bardzo krótko. Po pierwsze nie był to żaden sukces, ponieważ jak się okazało od tego roku obowiązek przedszkolny obejmuje również 4-latki, przez co i tak byśmy się dostali. Po drugie nie dostaliśmy się do przedszkola pierwszego wyboru, które jest bliżej i jest przedszkolem niedawno wybudowanym. Po trzecie młoda zaczęła mówić, że kocha swoje obecne przedszkole. Wracając trochę do tematu chorób, swoją drogą, jaki jest sens posyłania dziecka do prywatnego przedszkola, skoro w zasadzie i tak w nim nie bywa. Czy przedszkole publiczne, z założenia jest gorsze od prywatnego, tylko dlatego, że nazywa się publiczne? Rok temu poszukując przedszkola dla młodej, odbyliśmy liczne spotkania w różnych prywatnych przedszkolach i mówiąc wprost, poziom większości, pozostawiał wiele do życzenia, prywatne przedszkola tak naprawdę w znacznej mierze korzystały na tym, że tych publicznych jest zwyczajnie za mało. Sytuacja jednak się zmienia, ponieważ, tak jak wspomniałem, w tym roku 4-latki muszą być przyjęte do przedszkoli publicznych, a w perspektywie 2 kolejnych lat, również 3-latki będą musiały być przyjęte do przedszkola publicznego. Wracając do sedna tematu, czy jednak pozostać przy prywatnym, czy zdecydować się na publiczne. Oszczędności, w przypadku dzieci chorowitych są znaczne, przyjmując średnią cenę 1200 PLN dla Warszawy, daje nam to rocznie kwotę 14 400 PLN versus 15% tej kwoty w przedszkolu publicznym. Jeśli nasze pociechy są chorowite, to niezależnie, czy jest to przedszkole publiczne, czy prywatne i tak większą część czasu spędzą w domu z mamą, tatą, babcią lub opiekunką. Patrząc przez pryzmat wygodny, optymalnym rozwiązaniem byłoby przedszkole publiczne + opiekunka, ponieważ niezależnie od tego, czy dziecko jest chore, czy zdrowe mamy zapewnioną opiekę a cena takiego rozwiązania jest równa cenie przedszkola prywatnego (pamiętajmy, że koszt 1200 PLN, to jedynie koszt przedszkola, jeśli musimy wziąć zwolnienie lekarskie na dziecko w pracy, dochodzą do tego dodatkowe koszty zwolnienia i niepoliczalne koszty funkcjonowania w oczach szefa i organizacji). Kolejną rzeczą jest czy przedszkole prywatne jest lepsze od publicznego? Odpowiedź brzmi: to zależy. Zależy tak naprawdę od dyrektorki przedszkola, znam przedszkola prywatne, które są gorsze od wielu publicznych i chyba jedynie desperaci decydują się na posłanie dzieci do tych placówek. Znam również przedszkola publiczne, które pełnią role przechowalni w porównaniu do przedszkoli prywatnych. Nasze obecne przedszkole (prywatne) jest fajne pod względem opiekunek, są miłe sympatyczne i naprawdę młoda je lubi ale z kolei pod kątem organizacji, powiem wprost, Pani dyrektor nie radzi sobie z tematem. Problemem dla przedszkoli prywatnych będzie niebawem obowiązek przedszkolny, wielu rodziców nie będzie skazanych na placówki prywatne, co za tym idzie, owe przedszkola będą musiały czymś się wyróżnić, aby utrzymać klientów, więc na granicy opłacalności przetrwają jedynie te, które będą miały probiznesowe podejście lub przedszkoli publicznych będzie na tyle mało, że część dzieci pójdzie do przedszkoli prywatnych, kierowane przez gminę, która dofinansuje taki transfer ze swojego budżetu. Póki co nic nie przemawia za przedszkolem prywatnym poza opiekunkami, czy to jest wystarczający argument? Chyba niestety nie. Wszak dziecko tak, czy inaczej w końcu będzie musiało zetknąć się z edukacją publiczną i radzić sobie w świecie w różnych sytuacjach. Chowanie dziecka pod kloszem w prywatnym przedszkolu, jeśli nie wnosi ono realnej wartości dodanej, nie wydaje mi się rozwiązaniem odpowiednim, bo problemem może być jego późniejsza adaptacja w „realnym” życiu.

Update: Właśnie zweryfikowałem swój pogląd na temat wyboru przedszkola. Po opiniach na temat przedszkola publicznego do którego się dostaliśmy i rozmowie telefonicznej z Panią Dyrektor, doszedłem do wniosku, że wybór nie jest taki oczywisty. Pani dyrektor wprost mi powiedziała, że ma inne ważniejsze sprawy, niż spotkanie z rodzicem, który chciał jedynie uzyskać kilka informacji a spotkania adaptacyjne są dwa – jedno 2 godzinne w Czerwcu, drugie 2 godzinne w Sierpniu. Chyba jednak mamy wybór – zaoszczędzić 1200 PLN i posłać dziecko do przedszkola – przechowalni, gdzie dzieci nie robią nic lub pozostać przy przedszkolu prywatnym, w którym jednak dziecko, do tej pory, dużo się nauczyło. I wracamy do tematu wsparcia dla rodziny i edukacji w naszym wspaniałym kraju, co z tego, że mamy zagwarantowane miejsce w przedszkolu publicznym dla 4 latków, kiedy poziom tej placówki stoi na wątpliwym poziomie?