Wymażone wakacje – znienawidzone pakowanie

Urlop… w końcu, na reszcie! Nie ma nic bardziej wyczekiwanego w ciągu roku, niż urlop. Przez pół roku żyjemy z nadzieją, że zbliża się urlop najpierw wakacyjny, później zimowy lub na odwrót. Wszystko byłoby niemalże idealne, gdyby nie… pakowanie. Powiem wprost, nie znoszę, nienawidzę, mam ochotę się pochlastać, jak pomyślę o pakowaniu na wakacje. Zawsze na miesiąc przed wyjazdem jest zapewnianie, że tym razem zrobimy listę i spakujemy się szybko, bezproblemowo, nie potrzebujemy dużo rzeczy i weźmiemy tylko trzy walizki, wyjedziemy z samego rana i na pewno będzie super. Jeśli ktokolwiek z Was wierzy w tego typu zapewnienia, to albo jest naiwny, albo nigdy nie pakował się wcześniej z żoną i dwójką dzieciaków. Zawsze wygląda to dokładnie tak samo i po prostu bądźcie na to przygotowani. Lista rzeczy, to tak naprawdę pakowanie się ostatniego dnia przed wyjazdem lub w dniu wyjazdu, zapominając połowę rzeczy, które mieliśmy wziąć. 3 (słownie TRZY) walizki to tak naprawdę 6 toreb różnych rozmiarów, do tego namiocik, leżaczek i kilka dodatkowych torebek z różnymi nikomu nie potrzebnymi rzeczami. Często zadaję sobie pytanie, jak to jest, że ja pakuję się w jedną torbę, do której żona dorzuca swoje kosmetyki (chyba wiecie, co przez to rozumiem – pakuję się w pół torby), mam odzież na cały wyjazd, zaś dzieciaki i żona mają odzież, z której wiele i tak wraca czyste, a nie mają co na siebie włożyć? Ale to pytanie niech pozostanie w kręgu pytań bez odpowiedzi, czasem lepiej kierować się zasadą, mniej wiesz, dłużej żyjesz. Sama ilość bagaży i jak to upchnąć do samochodu lub walizek, jeśli lecimy samolotem, to nie jedyne zmartwienie. Gorzej jest z tym co się dzieje podczas pakowania, ogólny stan nerwowości, atmosfera tak gęsta, że można ją ciąć nożem oraz liczne sytuacje, kiedy jedna, druga a nawet trzecia i czwarta osoba na przemian mówią: „Ja nigdzie nie jadę, jak chcecie, jedźcie sobie sami” i tak to trwa kilka ładnych godzin, po czym wszyscy wyczerpani, ze sporym opóźnieniem, z marsowymi minami wsiadamy do samochodu, aby kolejnych kilka godzin spędzić w drodze na wymarzony urlop. Czy aby na pewno wymarzony? O tym innym razem…

Pozdrawiam urlopowiczów…

Reklamy

Wybór wakacji – co rok to samo

wakacje 3

Wybór wakacji z założenia powinien kojarzyć się z przyjemną sytuacją, gdzie wraz z małżonką i radosnymi, podekscytowanymi pociechami, wybieracie się do biura podróży lub zasiadacie przed ekranem komputera i przebieracie pośród setki tysięcy ofert, a problemem jest jedynie na co się zdecydować… Może u niektórych tak to wygląda, w sytuacji, kiedy dysponujesz nieskończonym budżetem i cena nie gra roli jesteś w stanie wybrać na co tylko masz ochotę… choć… nie, chyba się pospieszyłem… wszak wtedy na pewno Ty lubisz wędkować w orzeźwiającym klimacie skandynawskim, podczas kiedy Twoja małżonka, chce się smażyć na plażach Miami, dzieci natomiast chcą jechać do Disneylandu. Rozwiązanie wtedy wydaje się banalne – każdy jedzie gdzie chce, Ty z kolegami wędkujesz w Norwegii, żona leży plackiem w Miami, a dzieci z opiekunką/babcią lecą do Disneylandu… biada Ci, jeśli jednak chcesz spędzić urlop rodzinnie tak, jak my.. więc wróćmy na chwilę do naszej, opisanej powyżej sytuacji.. Niestety nie należymy (małżonka nie należy, a skoro ona nie należy to i ja nie należę – parafrazując Julesa z Pulp Fiction) do grona zapalonych podróżników wybierających zagraniczne wojaże z kilkumiesięcznym maluchem, więc wybór padł na… polskie morze! Nasze piękne morze, zawsze to miło, znów je odwiedzić i mikroklimat sprzyjający zdrowiu maluchów, a do tego pewnie uda się coś zaoszczędzić, skoro nie lecimy, a jedziemy, do tego jedynie na tydzień w czerwcu, bo dwu tygodniowy wypoczynek czeka nas we wrzesień (jakoś nie przepadam za tłumami w okresie lipiec-sierpień nad Bałtykiem…) Oczywiście atrakcje musimy mieć takie, jak w Tureckich hotelach na odludziu, bo jak zacznie padać, co nad naszym morzem nie jest czymś niezwykłym, to przecież dziecię musi się czymś zająć, a nie jedziemy na urlop po to, aby wysilać nasze wymęczone mózgi w poszukiwaniu coraz to ciekawszych rozrywek dla naszej starszej pociechy. Wyżywienie, hmm.. z jednej strony dobrze mieć wszystko na miejscu ale „przecież trzeba zjeść coś na spacerze, lokalnej knajpie itd.”, więc trzeba też gdzieś wyjść poza hotel, żeby się przejść… Gnieździć się w jednym pokoju z młodą i młodym… marny to odpoczynek, więc obowiązkowo 2 pokoje.. niestety jedynie nieliczne hotele mają je w swojej ofercie, a te które mają… zwą je apartamentami.. Basen… basen musi być, bez dwóch zdań, bo młoda bez basenu nie funkcjonuje… (znając życie, to będzie chora, więc i tak z niego nie skorzysta) i musi być blisko do plaży.. bo przecież jak nad morzem, to przy plaży.. zaczynamy składać nasze wymagania w całość i… szukamy… szukamy… jest udaje się znaleźć kilka hoteli nad morzem prawie spełniających owe kryteria, bo oczywiście poza sezonem (środek czerwca, to ogólnie ciężko znaleźć hotel oferujący taki wypoczynek) ale… no właśnie jak kiedyś luksusem były zagraniczne wojaże do Turcji i Egiptu, tak teraz luksusem jest wyjazd nad nasze morze, ponieważ przy wybranej konfiguracji cena wynosi tyle ile 2 tygodniowe wczasy z przelotem w 5 gwiazdkowym hotelu z Aquaparkiem w Turcji, Grecji czy Kanarach. Niewiele wciąż jest w Polsce miejsc, gdzie można pojechać z dziećmi, nie martwić się o spokojny sen w oddzielnym pokoju, a liczba atrakcji na miejscu, nie zmusi nas do wytężania umysłów i panicznych pytań w stylu: „Pada – co robimy?”. Co roku przerabiamy ten sam temat, co roku w końcu udaje nam się po wielu walkach znaleźć coś interesującego ale nigdy, nie spełnia wszystkich kryteriów. Wybór wakacji, to jednak sztuka kompromisu i nauka cierpliwości. Najgorsze jest to, że nawet jak już znajdziemy coś, co jest w sumie fajne, to za rok pada pytanie: „ale znów w to samo miejsce?” Pozdrowienia KorpoTataWakacje 1